WywiadyRasy

Dwa oblicza bulla

Psy potocznie nazywane bullowatymi mają etykietę zabójców. Czy rzeczywiście są to niebezpieczne zwierzęta? Na to pytanie odpowiada Andrzej Kłosiński, psycholog, pierwszy w Polsce behawiorysta zwierzęcy oraz dyrektor i wykładowca COAPE Polska.

Fot. Christopher Ayme
Red.: Wyprężony chód, ogromne szczęki, postawa wzbudzająca respekt i wywołująca u wielu osób wrażenie, że te psy są zawsze gotowe do walki.

To jedynie nasza, ludzka interpretacja. Zgrillowany pstrąg wygląda na zdziwionego, bo tak interpretuje to nasz mózg. A problem jest złożony i aby to wyjaśnić, musimy sięgnąć do wzorców zachowania i procesu selekcji ras. Przez wzorce zachowania rozumiemy to, jak z natury zwierzę reaguje. Jako przykład można podać ptaka budującego gniazdo. W jego mózgu uruchamia się pewien program, który pobudza do wykonywania określonych czynności. Przekładając to na psy, które nazywamy bullowatymi – rasy ukształtowane przez człowieka i selekcjonowane z pokolenia na pokolenie, mają one specyficzny wzorzec zachowania w sytuacji zagrożenia. Nie przekazują zbyt dużo sygnałów negocjacyjnych i posiadają wysoki próg odporności na ból. Ich zadaniem było atakować, by unicestwić przeciwnika, a przynajmniej zrobić mu krzywdę.

Red.:To brzmi dość przerażająco.

Jest jednak druga strona medalu. Te psy są wiecznie wesołe, dlatego je lubimy i kochamy. Ich równowaga neurochemiczna (mózgi produkujące dużo endorfin) powoduje, że zachowują się, jakby nieustannie były na środkach rozweselających. Lubią dotyk i zabawy siłowe.

Red.: Co zatem mają w genach? Skąd wziął się ten wzorzec zachowania?

Historia tych ras nieodłącznie związana jest z walką. Buldogów używano do potyczek z bykami, bulterierów do walk w portach. Na początku XIX wieku w Londynie powstało Królewskie Towarzystwo Zapobiegania Okrucieństwu Wobec Zwierząt (RSPCA). Jego działalność doprowadziła do zakazu organizowania takich pokazów. Jednak, by nie wylewać dziecka z kąpielą, zaczęto hodować te psy tylko dla ich piękna i towarzyskiej natury. Osobniki, używane wówczas do walk były dość zrównoważone i nie stanowiły takiego zagrożenia dla ludzi, jak mogłoby się wydawać. Podczas potyczek można je było rozdzielić. Później, gdy zaprzestano walk, selekcja trwająca ponad 100 lat podążała w kierunku zmiany wyglądu i obniżania chęci do sparingów. Gdy patrzymy na stare ryciny i porównujemy z obecnymi wystawowymi buldogami, to są zupełnie inne psy – zarówno z wyglądu, jak i charakteru. Trudno sobie przecież wyobrazić, że buldog francuski kogoś zaatakuje i zabije. Ludziom podoba się brachycefaliczny pysk, który ma przypominać wesołe szczenię. Im krótsza kufa, tym słodszy pies (patrz: zgrillowany pstrąg). Doszło do tak dużej zmiany w zachowaniu, że psy te są praktycznie całkowicie bezpieczne.

Red.: A co z tymi, które nadal wyglądają, jakby mogły zabić jednym kłapnięciem paszczy?

Gdy zakazano walk psów, one nie ustały, ale zeszły do podziemia. Były to „zabawy” lubiane przez bogatych gangsterów, głównie w USA. Z czasem w latach 90. w Stanach Zjednoczonych pojawiły się nowe rasy, takie jak amerykański staffordshire terier czy pitbulterier. Psy pochodzące z gangsterskich środowisk były rozmnażane bez kontroli hodowlanej i pojawiły się alarmy – coraz większa ilością poważnych pogryzień, niekiedy ze skutkiem śmiertelnym. Później miłośnicy tych ras starali się stworzyć linie o zrównoważonej psychice, ale nadal mogą zdarzyć się osobniki bardziej eksplozywne. Dlatego teraz, ze względu na bezpieczeństwo ludzi, wymagają one szczególnej troski, wczesnej socjalizacji i dobrego prowadzenia.

Fot. Duncan Sanchez
Red.: Na czym dokładnie polega zagrożenie?

Wrócę tu do wzorców zachowania, a dokładnie – do gryzienia. Jeśli zaatakuje mnie mały terier, będę miał jedynie parę szwów. Jeśli rzuci się mnie owczarek niemiecki, to może poszarpać mi rękę, ale jeśli zaatakuje mnie pitbull, to jest już niebezpieczne, zwłaszcza że atakuje kierowany agresją łowiecką. Gryzie, żeby zagryźć. Druga sprawa to, gdy pies jest z jakiegoś powodu nadpobudliwy, czyli skłonny do reagowania agresją w sytuacjach, które jej nie wymagają. Zaatakowane zwierzę broni się w sposób naturalny, ale jeśli jest straumatyzowane albo zostało zaniedbane w hodowli, wtedy winę za to ponosi człowiek.

Na hodowcach również spoczywa odpowiedzialność, żeby nie rozmnażać osobników eksplozywnych lub lękliwych. Przede wszystkim ważne są więc warunki, w jakich pies przebywa, zwłaszcza w pierwszych miesiącach życia.

Jako biegły sądowy analizowałem pewien przypadek. Do małej restauracji w centrum Krakowa weszły dwa małżeństwa Włochów z dwojgiem dzieci. Był to bardzo upalny i duszny lipcowy wieczór. Usiedli przy stolikach, a ich córki poszły do toalety. Nagle zza kotary wybiegły dwa psy i bardzo poważnie poraniły jedną z dziewczynek. Miała pogryzioną twarz. Została zabrana do szpitala, a psy do schroniska. Badając ich zachowanie, widziałem, że są to w miarę zrównoważone zwierzęta i nie przejawiały zachowań, które można uznać za niebezpieczne. W opinii dla sądu zasugerowałem, że psy były źle prowadzone przez właścicielkę i nie powinna się nimi dłużej zajmować. Była to pani wieku około 50 lat, która po rozwodzie mieszkała sama z psami w bloku i codziennie zabierała je do restauracji. Spędzała całe dnie w pracy, a zwierzęta zwykle wyprowadzał jeden z pracowników i tylko na krótki spacer, na smyczy. Nigdy też nie były niczego uczone. Tego dnia właścicielka zabrała je rano na zakupy, podczas których siedziały w samochodzie. Był upał, który dodatkowo pogłębiał ich dyskomfort. Nie wiadomo, co dokładnie wywołało ich atak, ale z pewnością u podstaw tego zachowania była przedłużająca się frustracja, a warunki pogodowe dodatkowo je pobudziły. Sąd dał się ubłagać kobiecie i zatrzymała psy, ale przeniosła się na wieś. Po jakimś czasie Gazeta Krakowska pisała, że zagryzły psa w okolicy swojego domu.

Czyli winny jest człowiek.

Tak, winny jest człowiek. To są psy dla osób, które świadomie je wybierają i są w stanie je odpowiednio wychować, poprowadzić oraz nie narażać na sytuacje, w których zwierzęta mogłyby zareagować agresywnie. Ludzie często zapominają o ich potrzebach, a więź, która powstaje podczas relacji z człowiekiem jest bardzo ważną potrzeba każdego psa. I nie chodzi tylko o porozumienie oparte na zaufaniu i poczuciu bezpieczeństwa, ale również na kontroli zachowań.

Jeśli bierzesz małego terierka, to tak, jakbyś się bawił pistoletem gazowym, ale bulterier to broń ostra, czyli nie jest to do końca bez znaczenia.

To dlatego, że forma agresji jest dużo bardziej niebezpieczna. Jeśli miałbym wybrać, jadąc rowerem, wolałbym zderzyć się z innym rowerzystą niż z samochodem. Nawet jeśli są to wspaniałe i wdzięczne psy, nie znaczy to, że można je wychowywać byle jak, to na prawdę są psy dla świadomych właścicieli.

Czy uważasz, że podobnie jak z pozwoleniem na broń, powinno się przejść testy psychologiczne, żeby posiadać bulla z listy ras niebezpiecznych?

Nie jestem zwolennikiem regulowania takich rzeczy prawem, bo bez tego i tak mamy dość ograniczeń dla psów i ich opiekunów, a po drugie zawsze można takie zakazy obejść.

Czym należy kierować się przy wyborze bullowatego?

Należy zwrócić uwagę, by szczenięta były z dobrej hodowli, czyli takiej gdzie rodzice są zrównoważeni i dobrze prowadzeni oraz gdzie nie było przypadków nieuzasadnionej agresji. Musimy zapewnić temu zwierzęciu zaspokojenie właściwych potrzeb, także uczenia się opanowania emocji i posłuszeństwa, a przede wszystkim stworzyć z nim dobrą więź opartą na poczuciu bezpieczeństwa i zaufaniu.

Trzeba mieć świadomość, że każda rasa ma swoje ograniczenia. Na przykład psy pasterskie stróżujące, takie jak nasz owczarek podhalański czy popularny niedawno bernardyn, stworzone do pilnowania owiec są z natury mniej ufne w stosunku do ludzi. Potrzebują więcej czasu, by się przekonać do człowieka. Takiego psa nie wypuszczałbym do zabawy z dziećmi, których nie zna. Terier może rywalizować o zabawkę i nie pozwolić jej sobie odebrać, ale labrador z reguły zniesie wiele i nie ugryzie (co nie znaczy, że należy narażać go na dyskomfort). Oczywiście nie twierdzę, że nie znajdzie się taki osobnik, który jednak wykaże agresję, ale ogólnie powinniśmy wiedzieć, czego się spodziewać po przedstawicielach danej rasy.

Bullowate uwielbiam za żywość emocjonalną, to że są zawsze gotowe do okazywania uczuć, bardzo skoncentrowane na człowieku i lubią mu towarzyszyć.

Rozmawiały: Nina Gowin i Malwina Użarowska

Reklama




Behawiorysta Andrzej Kinteh - Kłosiński
Dyrektor Centre of Applied Pet Ethology (COAPE) Polska, wykładowca COAPE Polska i COAPE UK, członek COAPE Association of Pet Behaviourists and Trainers, członek Polskiego Towarzystwa Etologicznego. Pomysłodawca i twórca Serwisu Opieki Nad Zwierzętami PETSITTER.pl, autor licznych publikacji na temat terapii zachowania zwierząt towarzyszących. Prowadzi kursy i szkolenia dla behawiorystów i trenerów szkolenia psów, wolontariuszy, pracowników, kierowników schronisk oraz osób prowadzących domy tymczasowe dla psów i kotów w całej Polsce.

Podobne artykuły