Sport

Od czego zacząć psie sporty?

Aktywnie z psem? Jasne, ale z głową! Marzysz by latać, skakać, biegać z psem? Czym jest dobry trening i odpowiednia motywacja oraz dlaczego warto zaufać swojemu pupilowi – pierwsze kroki w psich sportach przybliża Dariusz Radomski – zawodnik dog frisbee i flyball oraz organizator zawodów Latające Psy.

Fot. Freepik

Wprowadzałem sportowe dogfrisbee w Polsce. Bycie prekursorem powodowało, że uczyłem się na własnych błędach i zbierałem doświadczenia – dlatego mogę teraz udzielić kilku wskazówek początkującym.

1. Nakręcenie na maksa

Dobrze rozumiem kwestię „nakręcenia” się na coś nowego. Kiedy zobaczyłem za granicą latające psy, bardzo chciałem rzucać dyski również mojemu psu. W Polsce nie było jeszcze wtedy żadnych odpowiednich do tego dysków, te, które kupiłem, były bardzo ciężkie. Mój pies początkowo łapał je z radością, która z czasem malała. W końcu stwierdził, że nie chce ich łapać wcale. Teraz nikt już nie zrobiłby czegoś takiego – z powodu mojego „napalenia” balansowałem na granicy bezpieczeństwa. W taki sposób, w najlepszym razie, można psa zniechęcić, a można było nawet uszkodzić mu zęby.

To „nakręcenie” może też sprawić, że gdy nam coś wychodzi, chcemy to powtarzać w nieskończoność – wtedy albo pies powie nam, że przesadzamy, albo czasem sami dochodzimy do tego wniosku. Podczas gdy piłeczkę możemy psu rzucać i pół godziny, to po 4–-5 minutach rzucania frisbee ten sam pies powie, że jest zmęczony. To ma związek z tym, o czym kiedyś nie wiedziałem, że przewidywanie toru lotu dysku to dla psa ogromny wysiłek intelektualny, dlatego psy szybko się wyczerpują.

Kiedyś cieszyliśmy się, że psy skaczą wysoko, wrażenie robiło na nas odbijanie się od ciała – teraz wiemy, że to wszystko ma duży związek ze zdrowiem i trzeba bardzo uważać. Dlatego warto uczyć się od tych, którzy pewne doświadczenia mają już za sobą. Sam sport nie jest niebezpieczny – niebezpieczny może być nieodpowiedni trening. Jeśli więc ktoś wchodzi na trening „nakręcony”, skupiony jedynie na realizacji postawionych sobie celów, powinien wziąć kilka głębokich wdechów i zastanowić się: „co jest dobre dla mojego psa”.

2. Rozgrzewka przede wszystkim!

Najważniejszy jest dobry trening – taki, który pozwoli wykrzesać z psa wszystkie jego możliwości, który pozwoli czerpać obu stronom radość z tego, co robią, i to w taki sposób, żeby było to bezpieczne i dla psa, i dla człowieka. Rozgrzewka przede wszystkim! Najważniejszy jest dobrostan zwierzęcia. Psa należy odpowiednio rozgrzewać przed wysiłkiem i wyciszać go na koniec. Kiedyś, trenując jeszcze agility, nabawiłem się kontuzji, bo przed startem nie rozgrzałem się należycie. Chciałem ruszyć tak szybko jak mój pies i po pierwszym kroku nie pobiegłem już dalej – zerwałem sobie mięsień. Musimy więc dbać zarówno o psy, jak i o własne zdrowie!

Pamiętajmy też o suplementacji – teraz stosuje ją większość sportowców, tak samo jak preparaty wspomagające pracę stawów. Dlatego wiele znanych mi psów, mimo wielu lat kariery sportowej, na „emeryturze” cieszy się dobrym zdrowiem i kondycją. Jeden z moich psów miał 15 lat i wciąż jeszcze łapał frisbee, wchodził po schodach – był fizycznie w świetnej kondycji.

Wierzę bardzo, że zainteresowanie danym sportem warto zacząć od seminariów i warsztatów organizowanych przez doświadczonych zawodników oraz lekarzy weterynarii. Pójście do takich osób wiele w życiu ustawia i uczula nas na sytuacje, których możemy uniknąć, aby nasz pies był przygotowywany do startów, przeciążeń i dużego wysiłku.

3. Motywacja, zaangażowanie, współpraca

Fot. Archiwum D. Radomski

Lubię sytuacje, w których to pies przekonuje mnie, żebyśmy zrobili coś razem. To są kwestie związane z motywowaniem psa, budowaniem zaangażowania i chęci współpracy. Możemy oczywiście wziąć psa na smycz i wtedy nie będzie miał wyjścia – będzie musiał z nami pracować, nie będzie mógł odejść czy uciec. Ja tego jednak nie lubię – można w ten sposób trenować wykonywanie różnych poleceń, ale sporty, w które ja jestem zaangażowany, oparte na spontanicznym aportowaniu, nie mogą być uprawiane na smyczy – to byłoby niebezpieczne.

Musimy więc zacząć od tego, żeby pies strasznie chciał z nami coś robić – to nie jest rozkaz czy przymus! Staramy się tak manipulować psem, aby on chciał zrobić to, czego od niego oczekujemy.

Jeśli na przykład chcemy, aby pies przychodził do nas na zawołanie, musimy mu zaoferować tak ogromne korzyści, żeby on marzył tylko o tym, abyśmy go zawołali. Trzeba mu więc pokazać, że mamy dla niego świetną propozycję – jeśli pies zrozumie, że to, co mu proponujemy, wiąże się dla niego z ogromną przyjemnością, nie będzie problemu z tym, żeby coś dla nas zrobił. Właśnie taki styl pracy z psem preferuję. Moje sporty polegają na tym, że pies w sposób bardzo ściśle określony, wykonuje pracę na polu startowym – musi więc tę pracę lubić tak bardzo, aby mu do głowy nie przyszło, że mógłby ją przerwać.

We frisbee przychodzi to w sposób naturalny, chociaż oczywiście to nie jest tak, że pies rodzi się i po otwarciu oczu mówi: „Gdzie jest moje ukochane frisbee?!” Bardzo często jest tak, że trzeba psu najpierw to frisbee pokazać w taki sposób, żeby on uznał, że to jest fajne. Ja sam mam kilka psów – są wśród nich takie, dla których aportowanie to czynność bardzo naturalna i wykonywały ją prawie od razu. Mam też suczkę, która pierwszy raz złapała frisbee w locie dopiero po półtora roku! Wcześniej bardzo bała się latających dysków. Taki pies to był dla mnie skarb szkoleniowy – musiałem nauczyć się tak manewrować jej lękami i tym, na czym najbardziej jej zależy, żeby przekonać ją, że frisbee jest fajne – teraz już naprawdę je uwielbia i sama namawia mnie, aby to robić.

4. Jaki pies, taka aktywność

Myślę, że to jest trochę tak jak z ludźmi – są tacy, którzy sport lubią i tacy, którzy nie znoszą. Jeśli więc pies nie przepada za taką aktywnością, nie ma sensu go na siłę do niej nakłaniać. W ogóle zmuszanie do czegokolwiek nie ma żadnego sensu – frisbee to jest zabawa! Zabawa, która przyjmuje formę sportową. Może być świetną „odtrutką” na bardzo trudne, wyczerpujące sporty, wymagające od psa np. precyzyjnego wykonywania komend przez kilka ładnych minut, praktycznie bez nagradzania go w trakcie – tylko psy doskonale przygotowane potrafią takie sytuacje znieść. Frisbee natomiast jest samonagradzające – już sama pogoń za dyskiem i chwytanie go jest dla psa taką przyjemnością, że często naturalnie przynosi on dysk do nas, żeby powtórzyć tę świetną zabawę.

Oczywiście, trzeba brać pod uwagę charakter psa, jego strukturę, jego historię – czy to pies, którego mamy od początku, jacy są jego rodzice, czy miał właściwą socjalizację, a może jest ze schroniska i przeżył wielkie traumy? Słuchajmy, co pies chce nam przekazać, nie walczmy z genami, nie wpychajmy psa na siłę w określoną formę. Ja chcę przede wszystkim mieć psa szczęśliwego. Swoim psom pozwalam na wiele. Staram się dobrać im taką formę aktywności, żeby czuły się w niej świetnie. Niektóre psy nie lubią pewnych elementów – np. wskakiwania na ręce. Oczywiście, można je tego nauczyć, ale będzie widać, że wykonując tę figurę, są spięte, nie czują się dobrze. Odpuśćmy – nie trzeba robić dogcatcha, żeby wygrać zawody!

Fot. Freepik

5. Pies nigdy nie działa źle

Najlepiej się uczyć na błędach innych. Dlatego na moich seminariach zawsze namawiam ludzi, żeby obserwowali sesje pozostałych uczestników – dzięki temu można łatwo się nauczyć, co człowiek robi źle. Pies nigdy nie działa źle – jeśli nie uzyskujemy jakiegoś zachowania, to oznacza, że to my nie potrafiliśmy go psu odpowiednio wytłumaczyć, coś popsuło się na etapie komunikacji albo postawiliśmy psu zbyt wysokie wymagania. Musimy uwzględnić umiejętności, predyspozycje, sposób pojmowania świata naszego psa. Jeśli postawimy mu zbyt wysokie wymagania, pies natychmiast zrobi coś, co najbardziej nas denerwuje – zaprezentuje tzw. zachowanie zastępcze. I wtedy ludzie stwierdzają, że pies jest np. złośliwy – tymczasem to wszystko jest w naszych rękach i naszej głowie. Tego też nauczyłem się dopiero po kilkunastu latach pracy.

6. Czas wolny

Mam 6 psów, każdy z nich uprawia sport – i to są psy, które non stop śpią! Natomiast jeśli coś robimy, tak samo dobrze pracują, jak dobrze śpią. Bardzo często na swoich seminariach zwracam uwagę ludziom, aby planowali czas dla swoich psów. Żeby psy nie były bez przerwy w trybie pracy – pies powinien mieć „włącznik”, gdy wołamy go do siebie i chcemy z nim ćwiczyć czy rzucać frisbee i „wyłącznik”, kiedy wie, że ma wolne. Pies musi wiedzieć, że teraz ma czas dla siebie – może sobie pobiegać, powąchać trawę, oglądać spadające liście czy pogonić wróbla. Najważniejsze jest, że w takich chwilach zwierzak powinien mieć święty spokój, nie powinien być kontrolowany, słyszeć non stop zakazów i komend.

My, ludzie, mamy w sobie potrzebę kontrolowania psa przez cały czas, szczególnie, że jest też presja środowiska, że pies musi być „idealny”, „posłuszny” czy nawet „karny” – pies jest więc cały czas w robocie. Ja uważam, że zwierzak powinien mieć czas podzielony. Jeśli daję mu wolne, to ma wolne w 100%. Jeśli mamy sesję pracy, muszę zaplanować ją tak, żeby przez myśl mu nie przeszło, że jestem nudny, że nie wiadomo, o co mi chodzi. Zawsze proszę ludzi, żeby dali psom spokój – a im więcej spokoju będą miały, tym bardziej zatęsknią za tym, żebyśmy je zawołali – ale zawołali tak naprawdę, żeby to była dla nich korzyść. Jeśli wołamy psa i pies będzie miał z tego prawdziwą frajdę, to przywołanie będzie proste – bo będzie dla psa prawdziwą przyjemnością.

Fot. Archiwum D. Radomski

6. Zaufanie

To jest trudne, dlatego należy je ćwiczyć. Psu trzeba stopniować rozproszenia. Wiadomo, że jeśli z psem, który nigdy nie widział innych psów, rowerzystów, rolkarzy, pójdziemy na Pole Mokotowskie, jesteśmy skazani na niepowodzenie. Gdy wołamy psa, ten zawsze pokaże nam, gdzie jest nasze miejsce – wybierze coś, czego nigdy nie widział, bo to jest ciekawsze. Jeśli idziemy gdzieś, gdzie są rozproszenia, powinniśmy je stopniować tak, aby nasza propozycja była od nich zawsze ciekawsza, albo tak zbudować swoją pozycję w oczach psa, żeby na rozproszenia reagował, mówiąc: „Nie przeszkadzajcie mi, idźcie sobie, ja tu ćwiczę czy bawię się z moim człowiekiem”. To wszystko trzeba zbalansować, musimy być wciąż interesujący. Oczywiście, możemy psa do czegoś zmusić, zastraszyć go. Ja natomiast gorąco wierzę w to, że można zaproponować psu takie aktywności, żeby po prostu nie mógł sobie odmówić przyjemności pracy z nami.

Mnie najwięcej w kwestii odpuszczania nauczył flyball – to sport, podczas którego pies musi zachowywać się w sposób absolutnie spontaniczny. Jeżeli nie zapewnię psu komfortu psychicznego, pomiar czasu jego biegu doskonale to zweryfikuje. Wystarczy, że właściciel, który świetnie pracował na treningach, podczas pierwszych zawodów jest zestresowany, nie śpi, presja jest ogromna. Gdy pies widzi swojego właściciela, który jest zdenerwowany, napięty, zdarza mu się „fuknąć” na psa – pies od razu przygasa – biegnie wtedy wolniej, następują błędy zmiany, albo robi coś zupełnie zaskakującego, czego nigdy nie robił. W takich sytuacjach najpierw patrzę na właściciela, nie na psa – bo to najczęściej z człowiekiem trzeba wtedy porozmawiać, pomóc mu opanować emocje. Emocje człowieka i psa są niezwykle silnie powiązane. Ja zawsze mam dla rozpoczynających starty w zawodach jedną radę – idź i baw się z psem tak, jak byście byli w parku!

Tekst: Dariusz Radomski

Reklama




Podobne artykuły