Obedience

Jak przygotować psa do zawodów obedience?

Zawody to prawdziwy test poziomu wyszkolenia psa i nie tylko. Zrozumiesz to w pełni dopiero, kiedy w nich wystartujesz. W przeciwnym razie możesz się nazwać co najwyżej mistrzem własnego podwórka…

Zawody to test efektywności – pozwalają sprawdzić, czy treningi idą w zamierzonym kierunku. To również test samego siebie: panowania nad myślami, koncentracją, stresem. Zawody to także dobra lekcja – dzięki nim dowiadujesz się, jak być lepszym zawodnikiem, jak lepiej planować i przeprowadzać treningi. Jednym słowem, zawody to szansa na rozwój i mobilizację. Jak przygotować siebie i psa?

Fot. Freepik

Nie karm, a nagradzaj

Na ringu, podczas zawodów, nie można mieć przy sobie nagrody. Wielu przewodników bardzo to stresuje, nauczyli się bowiem, że właśnie za jej pomocą kontrolują psa. Oczywiście wzmacnianie detali czy całych ćwiczeń za pomocą nagród jest bardzo istotne (bez tego pies gubi nauczone umiejętności z pamięci podręcznej). Nagradzać więc musisz. Staraj się jednak dobrze to psu komunikować: najpierw daj mu jasny sygnał, że zasłużył na nagrodę, i dopiero wyciągaj ją z kieszeni. Nie ćwicz z jedzeniem w dłoni, nie trzymaj cały czas szarpaka na widoku. Gdy pies się do tego przyzwyczai, na zawodach, bez stale widocznej nagrody, będzie zdezorientowany. Startować możesz w kamizelce treningowej. To dobry depozyt nagród. Saszetki i spódniczki treningowe są zabronione, jeśli więc ich używasz, rób to naprzemiennie z kamizelką. Wtedy żadna część ubioru ani żaden gadżet nie będzie dla psa różnicował sytuacji trening – zawody.

Przejścia pomiędzy ćwiczeniami

Niedoświadczeni zawodnicy często nie wiedzą, że psa warto wzmacniać nagrodą nie tylko za ćwiczenia (i ich detale), ale także w drodze do kolejnego zadania… Tę część nazywamy „transportem”. Łatwo rozpoznać, kto dba o przejścia, a kto nie lokuje tam nagród. W tym ostatnim przypadku psiak po nagrodzie socjalnej (pochwale) bardzo traci na wyrazie, koncentracji i zaangażowaniu, a zawodnik rozpaczliwie walczy o jego uwagę. Wtedy stres wzrasta… Rozwiązanie? Zainwestuj czas w trening, który łączy ćwiczenia z transportem. Mowa o „one by one”.

Fot. Archiwum autorki

Trening „one by one”

To mój ulubiony sposób na przygotowywanie się do zawodów. Ma on wiele plusów. O jednym już wspomniałam – to możliwość łatwego wyłapywania przebywania psa przy lewej stronie naszego ciała podczas przejść. Drugi – trening ten pozwala dobrze zaplanować moment i miejsce nagrody. Dzięki temu nagrody są równo rozłożone, a pies wierzy, że może je dostać w każdym miejscu i czasie. Stale zachowuje więc czujność i kontakt z przewodnikiem.

Jak wygląda ten trening? Musisz odtwarzać sytuację z zawodów: rozkładasz na placu różne obi ćwiczenia, wchodzisz z psem na tak przygotowany parkur i przechodzisz przez wszystkie zadania. Zachowujesz się jak na zawodach – do tego musisz uruchomić wyobraźnię. To znaczy zawsze czekasz (około 3 sekund), aż wyimaginowany komisarz ogłosi rozpoczęcie ćwiczenia, a po ćwiczeniu jego zakończenie. Okazujesz emocje jak na zawodach – nagradzasz psa swoim entuzjazmem (nagroda socjalna) i przechodzisz do kolejnego ćwiczenia. Możesz również nagrodzić początek kolejnego ćwiczenia. Dzięki temu pies będzie czujny już od początku zadania. Ważnym elementem tego rodzaju przygotowania psa do zawodów jest to, że nie powtarzasz ćwiczeń, które nie wyszły.

Twój pies nie trafił do kwadratu? Trudno! Zawołaj go, uśmiechnij się i idź dalej! Dlaczego? Bo tylko to będziesz mógł zrobić podczas prawdziwego startu. To bardzo cenna lekcja. Twój pies uczy się, że błędy nie są końcem świata (niestety taką wizję często im przekazujemy podczas treningów), a Ty zostawiasz „zero” za sobą i walczysz o pozostałe punkty. Przecież przebieg nie kończy się wraz z uzyskaniem słabych not czy „zera”!

Co zabrać na zawody:
• książeczkę startową,
• rodowód psa (jeśli go posiada),
• potwierdzenie opłaty startowego i rocznej składki ZK,
• książeczkę zdrowia psa wraz z aktualnym potwierdzeniem szczepienia przeciwko wściekliźnie,
• mapkę dojazdu (po co błądzić!),
• wodę, miskę, gryzaki/kong,
• zwykłą smycz, około 1,5 m,
• obrożę (szelki są zabronione),
• pyszne smakołyki/zabawki,
• kamizelkę,
• klatkę (także kocyk do jej przykrycia).

PROSTO do celu, czyli słowo o sylwetce

Regulamin wymaga, aby podczas startu postawa przewodnika i ruch były naturalne. Nie możesz pomagać psu ciałem, patrzeć cały czas na niego, wymachiwać rękoma. Dlatego ważne jest, aby pies te „zawodnicze” zwyczaje poznał w miłej atmosferze treningów. Dobrym ćwiczeniem jest… zabawa z psem z elementem prostowania się. Wygląda to następująco: po przerwanej zabawie chowam szarpak, prostuję się i odchodzę od psa. Gdy tylko czworonóg za mną podąży, kontynuuję przerwaną zabawę, wydając zabawkę ZAWSZE po lewej stronie mojego ciała. Stopniowo przedłużam moment wydania nagrody. Chcę, aby psiak chwilę dłużej szedł przy mnie, zanim go nagrodzę. Dzięki temu wypracowuję w psiej głowie skojarzenie prostej sylwetki z możliwością zgarnięcia nagrody! Pozycja zawodnicza ma mówić psu: zaraz będzie dobra zabawa.

Fot. Archiwum autorki

Zawody treningowe

Aby dobrze przygotować psa do startów w zawodach, a także utrzymywać go w dobrej formie, warto jeździć na zawody nieoficjalne, tzw. treningowe. Nie ma tam prawdziwych sędziów, ale noty wystawiają doświadczeni zawodnicy. Po swoim starcie można dopytać ich o wiele szczegółów, np. na temat poruszania się po ringu czy o elementy ćwiczeń. Ich oko z pewnością wychwyci to, czy nieświadomie pomagasz psu ciałem albo czy na pewno nagradzasz go w dobrych momentach.

Zawody treningowe to również okazja, by oswoić siebie i psa z atmosferą zawodów (a tę trudno odtworzyć na własnym podwórku). Nowe miejsce, obce osoby na ringu, zawodnik pod presją oceny… Jeśli w tej sytuacji będziesz nagradzać psa, nauczysz go, że mimo obciążeń wszystko jest w porządku. Bądź wspierającym przewodnikiem, a pies polubi zawody. Dużym błędem jest natomiast wzięcie udziału w tego typu imprezie bez wydania psu ani jednej nagrody w trakcie przebiegu… Korygowanie go co krok naprawdę nie przynosi efektu.

Kamyczki czy głazy?

Udział w zawodach to dla psa nie lada wyzwanie. Wielogodzinna jazda samochodem, nocleg w hotelu, wszędzie nowe zapachy, kręcące się blisko obce psy i osoby. Tylko od ciebie zależy, czy każde takie doświadczenie będzie dla psa stresującym przeżyciem, czy czymś, co już zna. Lubię porównywać te stresogenne czynniki do kamieni, które nieświadomie wkładamy na psi grzbiet. Jeśli wszystko jest dla psa nowe, w efekcie na samym starcie dosłownie nie udźwignie przebiegu – wyłączy się, odmówi, „spali”. Ale jeśli zadbasz o to, by kamyki straciły na wadze (długi spacer, klatka w odosobnieniu, gryzak czy kong do wylizywania), jeśli nie obciążysz psa własnym stresem i pokażesz, że na ringu jest fajnie, zawody będą wspaniałą przygodą. Dla obu stron!

Wejścia na ring

Czy nagradzasz psa za wejście w nowe środowisko? Na zawodach pierwsze ćwiczenie to… wejście na ring! Nie ma go w tabelkach, nie dostaniesz za nie oceny, ale wiedz, że pierwsze wrażenie, jakie zrobisz na sędzim, będzie rzutowało na dalsze sędziowanie. Przecież sędzia też człowiek. Gdy widzi zespół człowiek – pies, który wchodzi pewnie, razem, w harmonii, aż chce pokazywać wyższe punkty, a na niedoskonałości przymykać oko… A pies? Gdy ma bogatą historię wzmocnień związaną z wchodzeniem w nowe środowisko, będzie wręcz oferował kontakt i pozycję przy nodze. Odpadnie kolejna rzecz, której już nie musisz pilnować. A czysta głowa podczas startu jest najważniejsza! W następnym numerze przeczytacie m.in. o tym, jak tworzyć łańcuchy zachowań i że komisarz jest twoim przyjacielem. Będzie też checklista pracy pod zawody! Nie przegapcie! 🙂

Reklama




trenerka psów Magdalena Łęczycka - Mrzygłód
Mgr inż. zootechniki, behawiorysta zwierzęcy COAPE, instruktor szkolenia psów, instruktor obedience. PT, Obi, IPO i Agility z Kajem. 29 miejsce na Mistrzostwach Świata Obedience z Zuko (2016). Vice Mistrz Polski Obedience 2015 z Zuko. Autorka książek „Jak to ugryźć? Czyli pies w domu” oraz „Na psa urok!”.

Podobne artykuły