ZachowanieSzczeniaki

Kluczowe umiejętności pozasportowe – czyli jak nie obudzić się z ręką w nocniku

Warto pamiętać o umiejętnościach niezwiązanych bezpośrednio ze sportem, a paradoksalnie niezmiennie istotnych dla naszego udanego wspólnego życia, jak również przyszłych sukcesów na ringu.

O to w nasze ręce trafia wymarzony, wyczekany szczeniak ze wspaniałymi predyspozycjami do sportu, przyszły mistrz świata i okolic. Snując wielkie plany, rozważamy, jaką metodą będziemy uczyć go zbieganych stref, planujemy naukę różnych sztuczek, by rozwijać jego świadomość ciała, zapisujemy się na kursy online dla szczeniąt, prowadzone przez znanych trenerów… I bardzo dobrze – bo, jak wiemy, czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci.

Temat czego, kiedy i jak uczyć budzi wiele kontrowersji i nie ma co się łudzić, że kynologiczny światek kiedykolwiek dojdzie w tej kwestii do porozumienia. Jedni trenerzy pozwalają już młodym psiakom biegać sekwencje, byle bez tyczek, inni z dumą prezentują strefy zbiegane na pełnej wysokości kładki ze swoim niespełna rocznym pupilem, jeszcze inni tych poprzednich gromią i potępiają w czambuł, a przez Facebooka i rozmaite fora co jakiś czas przetaczają się zażarte dysputy pomiędzy zwolennikami różnych opcji. Nie da się ukryć, że wiele zależy od wielkości, tempa wzrostu i dojrzałości psychicznej danego psa.

Dlatego czasem, zamiast podawać widełki wiekowe, kiedy i co wolno, warto spojrzeć na to z nieco odmiennej perspektywy i pewne sprawy uzależnić nie od metrykalnego wieku szczeniaka, lecz od opanowania przez niego kluczowych umiejętności pozasportowych.

To, co dany trener uważa właśnie za te najbardziej istotne fundamenty, może się różnić, poniżej wizja subiektywna, przetestowana na własnych psiakach i wypracowana – a jakże – w oparciu o własne liczne błędy.

1. Zabawa wszystkim i wszędzie

Szczenię z natury jest ciekawskie i skłonne do łapania wszystkiego w pyszczek. Stąd też łatwo je nakłonić do zabawy czymkolwiek: plastikową butelką, smyczą, zabawką z futerkiem, starą skarpetką, packą na muchy… Puśćcie wodze fantazji i próbujcie wszystkiego. Po pierwsze, poznacie w ten sposób preferencje swojego milusińskiego, co przyda się później do stopniowania nagród. Po drugie, pozwoli wam to czasem w sytuacjach awaryjnych nagrodzić psa czymś, co akurat znajdzie się pod ręką, gdy zdarzy się wam zapomnieć smakołyków lub ukochaną zabawkę złośliwie diabeł ogonem nakryje. Po trzecie, możecie w ten sposób delikatnie zacząć wprowadzać pierwsze zasady wspólnej zabawy i uczyć psa, że aby mógł dostać to, czego chce, najpierw powinien zrobić to, czego chcecie wy.

Chcesz, piesku, piszczącą zabawkę? Dobrze, ale najpierw pobaw się ze mną nieco twardszym sznurkowym szarpakiem. Marzy ci się wielki szarpak z prawdziwego owczego futra? Dobrze, ale żeby go zdobyć, musisz najpierw przynieść gumową piłkę.

Od samego początku warto bawić się w różnych miejscach, dostosowując poziom rozproszeń do wieku i możliwości szczeniaka. Dom, ogródek, parking przed sklepem (tu oczywiście na smyczy), przystanek autobusowy, miejski park, okolice szkolnego boiska – im więcej takich miejsc do zabawy psiak zaakceptuje za młodu, tym łatwiej będzie mu w przyszłości pracować i startować w różnych miejscach, nawet takich z dużym poziomem hałasu i rozproszeń.

Jeśli coś maluchowi będzie sprawiać trudność – zwiększcie odległość, przejdźcie na atrakcyjniejsze nagrody, a czasem nawet odpuście na parę dni czy tygodni – szczenięta przechodzą przez różne fazy rozwojowe i czasami mają okresy wzmożonej lękliwości, z których wyrastają (mówimy tutaj o normalnych, prawidłowo socjalizowanych w hodowli szczeniakach, nie o psach ogólnie lękliwych, z którymi praca jest bardziej wymagająca i najlepiej, jeśli jest prowadzona pod okiem doświadczonego szkoleniowca).

2. Umiejętność wyciszania się

Ideałem psa sportowego wbrew pozorom nie jest wiecznie pobudzony pracuś, nieustannie wymagający zajęcia, ale pies, który po skończonej pracy potrafi wyciszyć się i odpocząć, by zebrać siły przed kolejnym wysiłkiem. Wszak starty w zawodach to nie tylko występy na ringu, ale też często wielogodzinne oczekiwanie na swoją kolej. Warto więc od samego początku uczyć szczeniaka spokojnego odpoczynku, najlepiej w specjalnej klatce czy transporterze, który będzie dla niego stanowić bezpieczne schronienie. Sesje zabawy poza domem też przeplatamy okresami wyciszenia, podczas których sami siedzimy w miarę nieruchomo, mówimy do szczeniaka cicho i spokojnie, inicjujemy łagodny kontakt fizyczny, czekając, aż pies zrelaksuje się i uspokoi. Możemy to nagrodzić dużym smakołykiem do dłuższego gryzienia, na przykład wypełnionym pysznościami kongiem – drobne, pojedynczo wydawane smaczki psy bardzo mocno zmotywowane jedzeniem mogą wprowadzać w tryb pracy i tym samym utrudniać wyciszenie się.

3. Samokontrola

Samokontrola, najkrócej mówiąc, oznacza umiejętność rezygnacji z czegoś – smakołyka, zabawki, nagrody środowiskowej. Pies powinien zaoferować zachowanie związane z samokontrolą, na przykład usiąść, położyć się lub chociażby znieruchomieć. Ćwiczenie możemy przeprowadzać w wersji z zabawką i ze smakołykami. W wersji z zabawką zaczynamy od przeciągania się z psem. Gdy szczeniak puści zabawkę, czekamy, aż usiądzie. Nie wydajemy komendy, lecz czekamy, aż maluch sam zaoferuje to zachowanie. Jak tylko szczeniakowy zadek dotknie podłoża, natychmiast wydajemy komendę zwalniającą (to ważne! z dobrowolnie przyjętej pozycji kontrolnej pies może się ruszyć jedynie na polecenie przewodnika) i na nowo podejmujemy zabawę. Stopniowo wydłużamy czas, przez jaki psiak musi wysiedzieć, nim dostanie zabawkę, zaczynamy też odchodzić od niego, zanim go zwolnimy do dalszej zabawy i zaczniemy uciekać z zabawką.

To świetne ćwiczenie na przełączanie się pomiędzy ekscytacją i samokontrolą, a zarazem podstawa pod szybkie ruszanie z miejsca po komendzie zwalniającej. W wersji ze smakołykami bierzemy do ręki kilka smaczków i pokazujemy je psu, po czym zamykamy dłoń. Początkowo szczeniak będzie próbował dostać się do smakołyków liżąc, podgryzając lub drapiąc rękę. Jesteśmy twardzi jak komisarz Ryba. Nie karcimy psa, nie zabieramy ręki – po prostu zaciskamy zęby i czekamy. Jak tylko szczeniak trochę odsunie się od naszej ręki – otwieramy ją, tak że smakołyki są widoczne. Już sam ten widok stanowi nagrodę.

Najprawdopodobniej w tym momencie szczeniak przypuści kolejny atak na smaczki – natychmiast zamykamy dłoń. To jedyny sygnał, jakim się posługujemy w tym ćwiczeniu. Otwarta dłoń to znak, że nasz pupil podąża we właściwą stronę. Zamknięta – nie tędy droga. W pewnym momencie szczeniak znowu się odsunie i nie drgnie, gdy otworzymy dłoń. Próbujemy wtedy sięgnąć drugą ręką po smaczek, by go podać psu. Jeśli ruszy się z miejsca – smaczek wraca do ręki, dłoń się zamyka. Jeśli zachowuje spokój, przysmak wreszcie trafia do mordki. Dopóki nasz pupil spokojnie siedzi, nagradzamy go kolejnymi smaczkami. Gdy w ręku zostanie nam tylko jeden, wydajemy komendę zwalniającą, pozwalając maluchowi zjeść go z ręki. To sygnał końca sesji, po której warto przez chwilę znowu aktywniej się pobawić.

Gdy maluch zrozumie już podstawy zabawy – tzn. że musi przestać próbować zdobyć smaczek, by go dostać, podnosimy trochę kryteria. Teraz pilnujemy, by przez cały czas przednie łapki pozostawały nieruchome. Jeśli łapka drgnie, uniesie się w górę lub psiak zmieni pozycję – ręka z samokontrolą zamyka się, dając psu sygnał, że popełnił błąd. Stopniowo podnosimy kryteria zabawy – wstajemy, ruszamy się z miejsca (początkowo choćby o pół kroku i od razu nagradzamy za spokojne siedzenie), obchodzimy szczeniaka dookoła, upuszczamy smaczki na ziemię (pilnujmy, żeby nasz pupil nie mógł nas do nich ubiec i nagrodzić się za niewłaściwe zachowanie). To ćwiczenie to z kolei świetny punkt wyjścia do nauki zostawania na starcie czy utrzymywanie pozycji 2o2o na strefie w rozproszeniach – nasza otwarta dłoń do sygnał do znieruchomienia i kontroli.

Warto do tego ćwiczenia regularnie wracać w różnych okolicznościach, aby pomóc psu zgeneralizować to zachowanie, a jednocześnie stale budować jego wartość w psich oczach. W obydwu opisanych ćwiczeniach ważne jest, by nie stosować żadnego rodzaju nacisku na psa poprzez np. karcenie go słowne czy wydawanie poleceń typu „zostaw”, „nie rusz”, „siad”.

Samokontrola wychodzi od psa – to on musi zrozumieć, że jego spokojne zachowanie przynosi mu nagrodę. Dzięki temu to zachowanie ma jedynie pozytywne konotacje i buduje psychiczną umiejętność opanowania emocji w obliczu nagrody.

4. Spokojne obserwowanie psów przy pracy

Dla wielu psów jest to bardzo trudne, jednak znakomicie uprzyjemnia i ułatwia trening grupowy, ćwiczenie z naszym starszym psem, a nawet zawody. Dobrym punktem wyjścia są tu „Crate Games”, czyli wymyślony przez Susan Garrett program nauki pozostawania w otwartej klatce w obecności różnych rozproszeń, jednak można w tym celu wykorzystać również posłanie, a nawet w ostateczności składane krzesełko – coś, co będzie stanowić wizualną barierę dla psa i przy czym łatwo będzie zastosować określone kryteria (np. że wszystkie cztery łapy pozostają na siedzeniu, nawet nos nie wystaje z klatki etc).

Zaczynamy od nauki wysyłania psa na posłanie/do klatki i spokojnego pozostawania tam, nagradzając go za pozostawanie w miejscu nawet w obliczu rozproszeń, które stopniowo wprowadzamy (rzucanie obok smaczków, zabawek, wreszcie wprowadzenie pracy z innym psem – również na początku spokojnej i mało dynamicznej). Zostawanie w miejscu szczodrze nagradzamy, wyłamanie kwitujemy spokojnym odprowadzeniem delikwenta na miejsce (jeśli korzystamy na tym etapie nauki z klatki, po prostu przymykamy drzwiczki, uniemożliwiając psu wyjście).

Bardzo ważne jest, by zacząć ćwiczenia w spokojnym i znanym psu miejscu, jednak stopniowo przenieść je w środowisko z większymi rozproszeniami. Możemy przy tym operować zmianą dystansu od rozpraszających bodźców, jak również dynamiką rozproszeń – warto poprosić o pomoc zaprzyjaźnionych psiarzy z dorosłymi, posłusznymi psami, którzy będą w stanie dostosować tempo pracy i poziom ekscytacji do aktualnych możliwości naszego podopiecznego. Cała zabawa wymaga trochę pracy i wysiłku, jednak efekt końcowy – zrelaksowany pies, który jest w stanie spokojnie obserwować inne psy przy pracy czy nawet nas podczas pracy z innym psem – z nawiązką nam to wynagrodzi.

5. Umiejętność uczenia się

Nie ma moim zdaniem niczego lepszego niż nauczenie psa choćby kilku prostych zachowań z pomocą klikera i metody kształtowania (mówiąc najprościej, nagradzania stopniowych przybliżeń do końcowego zachowania). Nie jest nawet szczególnie istotne, by pod uzyskane zachowanie podpiąć jakąś komendę. Ważne jest to, żeby psiak nauczył się kombinować, proponować różne zachowania, zrozumiał, że jeśli za którymś razem nie dostanie nagrody, to po prostu musi spróbować czegoś innego.

Aby sesje kształtowania były udane, warto pamiętać o kilku prostych zasadach:
– Wybieramy stosunkowo proste zachowanie (lub etap zachowania końcowego), tak byśmy mieli jasne kryteria, czego od psa oczekujemy. Na początek świetnie nadają się np. wchodzenie czterema łapami do pudełka, stawanie przednimi łapami na czymś i chodzenie dookoła tylnymi, targetowanie przedmiotów nosem lub łapą. Znacznie trudniejsze są te zachowania, w których pies nie ma do dyspozycji żadnych pomocy, a ma jedynie przyjąć np. określoną pozycję, przykryć sobie pysk łapą, złapać zębami za ogon etc., stąd lepiej z nimi poczekać, aż oboje nabierzemy większego doświadczenia.
– Aranżujemy sesję i materiały pomocnicze w taki sposób, by dla psa jasny był początek i koniec sesji. Ja na przykład większość sesji kształtowania przeprowadzam w ten sposób, że najpierw układam rzeczy potrzebne do sesji (np. miskę czy pudełko, do której chcę, by pies nauczył się wchodzić), potem siadam po turecku i wydaję komendę „kombinuj”, która oznacza początek sesji (po skończonej pracy mówię „koniec” i zbieram zabawki). To ważne, by nie doprowadzić do sytuacji, że pies nieustannie będzie usiłował wchodzić w interakcje ze wszelkimi napotykanymi przedmiotami lub stale próbował oferować różne zachowania – utrzymuje to psa stale w „trybie pracy” i wiąże się z wysokim poziomem stresu.
– Utrzymujemy wysoką częstotliwość nagradzania, ale nie zapominamy o podnoszeniu kryteriów. Z tego względu należy nagradzać rzeczywiście każdy, choćby najmniejszy ruch w pożądanym kierunku, ale z drugiej strony nie pozostawać na jednym etapie zbyt długo, ponieważ pies może albo się znudzić, albo z kolei zafiksować się na nim i nie potrafić ruszyć dalej. Dzięki tym zasadom będziemy budować pewność siebie psa na sukcesach, a także unikniemy swojej i psiej frustracji.

Tak zbudowane i utrwalane w różnych sytuacjach i miejscach kluczowe umiejętności pozasportowe sprawią, że pies będzie gotowy na wszelkie szkoleniowe wyzwania, będzie potrafił poradzić sobie ze swoimi emocjami, jak również będzie posiadał mocne fundamenty, na których wzniesiemy późniejszy gmach sukcesów. Nie będzie nam grozić, że nasz fantastyczny pies wprawdzie będzie szybki jak wiatr, ale za to nie będzie potrafił usiedzieć na starcie nawet pół sekundy, zmuszając nas do przedziwnych kombinacji handlingowych, byle tylko obejść ten problem. Niestraszne nam będzie oczekiwanie na swoją kolej startu, gdy nasz ulubieniec ze spokojem i koncentrując się wyłącznie na nas, będzie obserwował inne psy biegające po torze. Przystępując do prawdziwego treningu przygotowującego psa do zawodów, będziemy przekonani, że wyposażyliśmy go we wszelkie potrzebne umiejętności, by mógł sobie poradzić ze stawianymi przed nim zadaniami, a my sami znamy go jak własne pięć palców i możemy być pewni jego zachowania w rozmaitych sytuacjach.

Reklama




Olga Kwiecień
Zawodniczka,trenerka i instruktorka agility

    Podobne artykuły